Kobieta tylko na niego spojrzała i przeniosła wzrok na psa.,
który leżał przy ścianie.
Gabriel również na niego spojrzał. Mała leżała i śledziła
ich tylko swoim szklistym wzrokiem. Łeb miała położony na łapach i ciężko
dychała. Mężczyzna podszedł do rottweilera i zobaczył na jego grzbiecie ranę.
Co dziwniejsze, była w tym samym miejscu co rana Elizy, ale nawet nie poruszył
tego tematu.
-Ugryzł cię jeden z wilków? –Spytał, przechodząc do
łazienki.
-Nie… -Odpowiedziała cicho. Gdy wszedł do kuchni niósł
niewielką apteczkę.
-Trzeba opatrzyć to paskudztwo. –Powiedział podchodząc do
kobiety. –Tobie Mała też. –Dodał spoglądając po chwili na psa.
***
-Pobudka śpiąca królewno… -Rozległ się głos w korytarzu.
Ktoś zamknął drzwi. Kroki skierowały się w stronę kuchni. –Gabriel ty… A co tu
się działo??
Na progu stał nie kto inny, tylko Łukasz.
-C-co…? –Mężczyzna podniósł ciężko głowę ze stołu i spojrzał
zaspanymi oczami na przyjaciela.
-No, no. Jak to co? –Mężczyzna zaśmiał się i podszedł
bliżej. Rozejrzał się i cicho cmoknął. Z jednej strony stołu siedział
wymordowany, brudny i rozczochrany Gabriel, a z drugiej Eliza z suniętą bluzką,
odsłaniającą jej ramiona. Miała na lewym ramieniu opatrunek, który przesiąkł
lekko krwią. Wyglądali jakby poprzedniego wieczora coś ich przejechało. –Tego
to się po tobie nie spodziewałem, Gab.
-Co? –Powtórzył nieco przytomniej i spojrzał na drugą stronę
stołu. Zobaczył rudą czuprynę, która również uniosła się lekko w górę.
-O matko… -Jęknęła cicho kobieta. –Myślałam, że zejdę już z
tego świata…
Łukasz mimowolnie parsknął śmiechem i wtedy dopiero został
zauważony przez kobietę.
-O Jezu! –Pisnęła i szybko naciągnęła bluzkę na ramiona. –My
tu nic.. to znaczy… ja..
-Nie tłumacz się kochana. Wszystko rozumiem. –Łukasz oparł
ręce na biodrach i usiadł obok nich. –Mieliście po prostu wczoraj ciężki
wieczór… -Zaśmiał się znów po nosem.
-Łukasz, to nie tak jak myślisz… -Zaczął Gabriel. –Ale tak,
mieliśmy wczoraj ciężki wieczór. -Spojrzał powoli na Elizę, która skarciła go
wzrokiem. –Co nie wyjaśnia faktu, że wcale nie było tak jak myślisz. Yyy wcale
tak nie było. –Zaczął tłumaczyć się mężczyzna.
-Ja.. będę już szła. I tak wystarczająco cię zajęłam.
–Ugryzła się w język. Łukasz zakrył uśmieszek. –To znaczy, twojego czasu.
–Wyjaśniła szybko. –I gościnności.
Zdjęła płaszcz z krzesła i nałożyła go szybko.
-Nie, wcale nie! –Zaprotestował mężczyzna. –Możesz siedzieć,
ile chcesz.
-Właśnie, właśnie… -Dodał złośliwie przyjaciel. –Musisz
częściej WPADAĆ do Gaba. –Zaakcentował słowo „wpadać” i znów zachichotał.
Kobieta zrobiła zawstydzoną minę, ale mimo to uśmiechnęła
się nieznacznie. Zapięła płaszcz i szybko wyszła na korytarz.
-Odwiozę cię, jeśli chcesz! –Krzyknął Gabriel i wstał.
-Nie trzeba. Poradzę sobie. –Powiedziała cicho i uśmiechnęła
się delikatnie.
-Ale Gabriel naprawdę NALEGA. –Usłyszeli głos Łukasza i znów
cichy, stłumiony śmiech.
-Możesz siedzieć cicho? –Skarcił go przyjaciel, wychylając
się zza progu do kuchni.
-Dam sobie radę. –Odparła nieśmiało i szybko wyszła.
-Cześć… -Dodał cicho na pożegnanie, ale już nie usłyszała.
2 dni później…
W salonie rozległ się dźwięk telefonu. Mężczyzna podbiegł
szybko i odebrał.
-Halo?
-Halo, halo, stara centralo. –Usłyszał znajomy głos.
-Ohh, Łukasz. Co jest tak ważnym powodem, żeby wyciągać mnie
z łazienki?
-Mhmm… Jesteś nago?
-Łukasz!
Znów śmiech.
-No przecież żartuję, no. Nie jestem gejem. Mam żonę i
dwójkę dzieci! –I usłyszał czyjś głos jeszcze dogadujący coś Łukaszowi. –Też
cię kocham Wandziu!
-Heh… co chcesz?
-Twoje fotki spod prysznica. –Dodał poważnie i znów po
chwili zaniósł się śmiechem. –Ała, Wanda! To tylko Gabriel! Wiem, że jestem
dupkiem… -I tym razem zwrócił się do przyjaciela.- Oj, lepiej za dużo nie gadać
przez komórkę, bo SZPIEDZY PODSŁUCHUJĄ. –Wypowiedział dwa ostatnie słowa bardzo
głośno.
Gabriel zaśmiał się.
-Ale przechodząc do konkretów to… -Tu zamruczał głośno,
pewnie, żeby Wanda usłyszała. –A tak serio… ała!! Yyy chcieliśmy cię zaprosić
do nas w niedzielę… Ała! Na obiad… -Dokończył. –AŁAA!! Wanda, zabierz tą rękę,
bo w końcu wydłubiesz mi oko, kobieto!!!
-Haha, dzięki, na pewno wpadnę. –Odparł Gabriel. I wtedy
sobie coś przypomniał. Wczoraj dzwoniła do niego Eliza… -Ale… jest mały
problem, bo…
-Jaki?
-Umówiłem się z Elizą… Ma przyjechać do mnie w niedzielę…
-Jeśli chcesz, to weź ją do nas. Pozna się z Wandzią… -Dodał
ciszej.
-Ale nie chcę wam robić problemu.
-To żaden problem! –Usłyszał w słuchawce głos Wandy.
-Ok., dzięki. –Odpowiedział. Pogadali jeszcze chwilę i zaraz
się rozłączyli.
Niedziela
-Hej, fajnie, że już jesteście! –Przywitali ich w progu
Wanda z Łukaszem.
-Wiem! –Odparł ze śmiechem Gabriel, lekko pchając Elizę, by
weszła do środka. Żona Łukasza natychmiast zobaczyła jej minę.
-Jestem Wanda. Chodź, rozgość się. I niczym się nie przejmuj.
To dla nas sama przyjemność cię poznać! –Objęła ją jak starą, dobrą
przyjaciółkę i zaprowadziła do salonu.
-Mi również miło. –Odpowiedziała nieco śmielej i uśmiechnęła
się.
-Chodź, zostawmy ich samych, niech sobie pogadają, jak to
chłopy…
-Wandzia! –Skarcił żonę Łukasz. Ta tylko pokazała mu język i
zachichotała. –Nie zniechęcaj nowej koleżanki do nas.
Wanda wywróciła oczami i zaraz zniknęły z rudowłosą za
drzwiami salonu.
Gabriel z Łukaszem poszli do kuchni. Niesamowite zapachy
same wabiły i kusiły, by zajrzeć pod pokrywkę jakiegoś garnka.
-Co wy tu gotujecie? –Zaciągnął się Gabriel.
-To Wandzia. –Odparł Łukasz, wyciągając dwa kufle i wlewając
do nich zimnego piwa, które wyjął niedawno z lodówki.
-A dzieciaki gdzie?
-Poszli po lekcje do kolegi, bo niebyło ich w piątek w szkole.
–Wytłumaczył. –Zwykła grypa, szybko wyzdrowieli. Zaraz zresztą powinni być…
Do kuchni przyszły Eliza z Wandą, rozmawiając o jakichś
tematach, które na pewno nie zaciekawiły by Gabriela, a co dopiero Łukasza.
Usiadły obok nich przy stole.
-Macie tu bardzo pięknie! –Zachwyciła się Eliza, rozglądając
się to w prawo to w lewo.
-Ahh, dziękujemy, dziękujemy. Wszystko to zaprojektował
Gabriel. –Uśmiechnęła się Wanda.
-Gabriel? –Rudowłosa przeniosła z niedowierzaniem wzrok na
mężczyznę.
-To nic takiego. –Wzruszył ramionami.
I w tym momencie drzwi otworzyły się z impetem.
-JESTEŚMY!!! –Oznajmili całemu światu Tomek i Adam. Zdjęli
buty, które rzucili gdzieś w kąt i zawołali z przedpokoju. –Jest już Gabriel?
-Pan Gabriel! –Poprawił ich Łukasz.
-Wujek Gabriel! –Odkrzyknął ze śmiechem Gab.
Chłopcy wpadli do kuchni.
-Wujeeek! –Krzyknęli i oboje rzucili mu się na szyję.
-Cześć chłopaki! Jak tam…?
Eliza przyglądała się z uśmiechem całej scence. Chłopcy
wprost go uwielbiali. Rozmawiał z nimi jak z dorosłymi, co pewnie im
imponowało. Przez te całe 5 minut zdążyli obgadać już wyniki wczorajszego
meczu, przypuszczenia kolejnego, co będą robić jutro, pojutrze i za tydzień,
kto podpadł im na podwórku i jakie nowe zwierzątko znaleźli na łące.
-Woow, jaszczurka. –Odparł z podziwem mężczyzna. –Kiedyś,
gdy byliśmy mali z Łukaszem, też łapaliśmy jaszczurki i żaby i wsadzaliśmy je
później do słoików. Kiedyś wasz tata wziął taki słoiczek do szkoły i wypuścił
jego zawartość na matematyce. Wrzaski i piski gwarantowane! A co dopiero mówić
o prowadzeniu lekcji…
-Yyy Gabriel, Gabriel, myślę, że chłopcom wystarczy to co
już powiedziałeś. –Powiedziała z uśmiechem Wanda. –Lećcie się już bawić do
pokoju, albo najlepiej przepisać lekcje.
Chłopcy wydali pomruk niezadowolenia i poczłapali w stronę
swoich pokoi.
-Im nie trzeba powtarzać dwa razy. –Dodał Łukasz. –Jeszcze
oni tak zrobią i wezwanie do szkoły murowane.
-My tu gadu, gadu, a tu zupka stygnie! –Uśmiechnęła się
Wanda i nalała każdemu cały talerz.
Reszta wieczoru minęła bardzo przyjemnie. Gospodarze
poczęstowali Gabriela i Elizę koniakiem, oczywiście Eliza nie piła. Rozmawiali
o wszystkim i o niczym. Coraz to śmiali się i żartowali. Chłopcy poprosili
Elizę, żeby się z nimi pobawiła, na co Wanda groźnie zareagowała z tekstem,
żeby jej nie męczyli. Ta jednak zgodziła się z wielką ochotą i po 5 minutach
ganiali się w trójkę po całym domu. Tak więc, jak widać, wszyscy bardzo
polubili rudowłosą.
-My będziemy się już zbierać. Musze jeszcze odwieźć Elizę do
domu. –Wstał od stołu Gabriel.
-No stary, jeszcze 10 minut! –Próbował nakłonić go
przyjaciel.
-Niee, musimy już jechać.
-Ciocia Eliza nigdzie nie jedzie! Dzisiaj będzie spała u
nas. Oddamy jej jedno łóżko. –Powiedział Adam z obrażoną miną.
Wszyscy zaczęli się śmiać.
-Niedługo znów wam przywiozę ciocię Elizę. –Mrugnął do nich
Gabriel i zaczęli się zbierać.
-Było nam bardzo miło. –Powiedziała z szerokim uśmiechem
Eliza
-Nam również! Wpadnijcie do nas jeszcze. –Odpowiedziała
Wanda i razem z mężem odprowadzili ich do drzwi.
-Nieee! –Zaczęli krzyczeć chłopcy. –Wujku, wujku,
przyjedźcie jutro z ciocią! Prosiiimy! –I padli przed nimi na kolana.
Eliza zaczęła się śmiać.
-Tomek! Adam! Do lekcji! –Krzyknęła Wanda.
-Zobaczę, co da się zrobić. –Odparł do nich Gabriel i
uśmiechnął się do Elizy. –No, to cześć!
***
-Masz takich miłych znajomych! A Tomek i Adam to takie
słodkie chłopaki! –Zachwycała się przez drogę rudowłosa. Na dworze było już
ciemno.
-Taak. –Odpowiedział z uśmiechem mężczyzna i spojrzał na
kobietę. –Cieszę się, że zechciałaś ich poznać..
Kobieta uśmiechnęła się ciepło i spojrzała przed siebie.
-Gabriel, uważaj! –Krzyknęła, po czym zakryła twarz rękoma…
Mężczyzna ostro zahamował, aż nimi zarzuciło. Uderzył głową
o kierownicę i stracił przytomność..
-Gabriel… Gabriel.. –Usłyszał głos z daleka. Zobaczył przed
sobą tą samą zakapturzoną postać co kilka dni temu. Jej znajome szafirowe oczy
lśniły w ciemnościach. Po chwili obraz się rozmazał i zobaczył tylko ciemność.
-Gabriel! –Znów usłyszał. Otworzył powoli oczy i spojrzał na
wystraszoną Elizę.
-Nic ci nie jest..? –Spytał, łapiąc się za czoło, z którego
ciekła strużka krwi.
-Raczej ja się powinnam o to spytać ciebie! –Powiedziała ze
strachem i spojrzała na jego ranę. –Nic ci nie jest?
-Niee.. a tobie?
-W porównaniu do ciebie, świetnie.
-Co to było?
Eliza zdenerwowała się nieco.
-Emm nic takiego, to… to był właściwie… -Zakłopotała się i
po chwili dodała: -Jeleń! To był tylko jeleń.
Gabriel odetchnął z ulgą i spojrzał w jej głębokie, zielone
i skądś znajome oczy przepełnione strachem. Położył swoją dłoń delikatnie na
jej.
-No dobrze.
***
-Co ty wyprawiasz?! –Ryknął wściekle mężczyzna.
-Daj spokój, to nic takiego…
-Mogłeś ich pozabijać! –Znów odwarknął i odwrócił się do
niego tyłem. –Musimy być bardziej ostrożni. Ty to wiesz, ja to wiem i ona też!
Nie możemy jej utrudniać pracy! Jeszcze jeden taki występek, a…
-Dobrze, dobrze, zrozumiałem. –Odburknął ponuro. Blondyn skrzyżował
ręce na klatce piersiowej.
Powiał lekki wietrzyk, strącając przy tym liście z drzew. Słońce
skryło się za kłębiastymi, ciemnymi chmurami. Dookoła panowała bijąca w uszy
cisza.
-Dobrze, a teraz idź, Raziel. Wiesz co masz robić.
-Tak, wiem, Michale. Do zobaczenia.
***
-Gabriel… -Zaczęła kobieta, opatrując mu ranę na czole. –Musze
wyjechać na jakiś czas.
-Jak to? –Mężczyzna poruszył się niespokojnie na krześle i
spojrzał z przerażeniem na Elizę.
-Spokojnie, tylko na tydzień. Ewentualnie dwa…
-A po co?
Rudowłosa odeszła na krok i uśmiechnęła się do niego blado.
-Sprawy służbowe. –Odparła, jakby nieobecna, po czym znów
skierowała swoje zielonkawe oczy na mężczyznę.
-No dobrze.. –Odparł ze spokojem. –Dziękuję. –Wskazał ręką
na opatrunek i wstał. –Auć, trochę boli.
-Nie dziwię się. Zdrowo uderzyłeś o tą kierownicę.
-Heh, taak… Nastawię wody na herbatę.
-Gabriel… -Zaczęła Eliza i spojrzała z lekkim smutkiem na
szatyna.
-Tak? –Spytał, nie odwracając się, tylko szperając w szafce.
–Gdzieś tu musi być ta herbata… -Powiedział cicho bardziej do siebie, niż do
niej.
-Wiesz, widzę, że nastawiłeś się na coś poważnego… A ja..
-Co masz na myśli? –Tym razem schylił się do dolnej szafki
po cukier.
-Wydaje mi się, że zależy ci na czymś poważniejszym… -Tu
wzięła oddech i zastanowiła się nad odpowiednim doborem słów, tak, by go nie
zranić. A przynajmniej jak najmniej. –Między mną, a tobą.
Nie zdający sobie z niczego sprawy Gabriel uśmiechnął się
lekko pod nosem i odwrócił się do niej.
-Eliza… Wiem, że może to za szybko… dla ciebie… Znamy się od
niedawna. W sumie od miesiąca.. ale myślę, że to nie kłopot, żebyśmy..
-Się przyjaźnili. –Weszła mu w słowo, nie chcąc słyszeć
zakończenia wypowiedzi.
Mężczyzna odetchnął z lekką rezygnacją i dodał raczej od
niechcenia:
-Tak. Chodzi mi o przyjaźń.
Eliza dobrze wiedziała o co tak naprawdę chodziło
Gabrielowi. Ale równie dobrze wiedziała, że nie może. Że nie mogą być razem.
Tak już jest, to nie jej wina, ale coraz bardziej czuła, że się do niego
przywiązuje. A tak nie powinno być. Nie mogła sobie pozwolić na taki wybryk.
Oni tylko się przyjaźnią. Tylko się
przyjaźnią…